estetycznie, indywidualnie…

Posts tagged ‘torebka damska’

Minimalistyczna torebka czyli niezbędnik jak najbardziej osobisty

Program ograniczenia się do minimalnej ilości rzeczy zaczynam od siebie. I od przeglądu tego, co mi najbliższe. A wbrew znanemu porzekadłu, nie jest to koszula.

Nieoceniona Dominique Loreau, z którą często się nie zgadzam, w „Sztuce prostoty” cały rozdział poświęciła torebce. Nie, nie swojej, lecz TEJ JEDNEJ JEDYNEJ. Jedna torebka na wiele lat – oto jej ideał. Oczywiście, musi być doskonała, wysokiej jakości, funkcjonalna, a przy tym urodziwa – nie będę streszczać, tylko od razu się przyznam, że mam więcej, niż jedną. Trudno, nie będę przez okrągły rok paradowała z czarną torebką, noszoną również do jasnych, pastelowych ciuchów latem. Nie, i już.

A więc – minimum to dwie torebki. Mhm, mam więcej. I zero chęci do ich pozbywania się. Ładne są.

Ale zawartość takiej torebki – o, tu się przyda minimalistyczny rygoryzm. Zwłaszcza, że przez lata nosiłam torby – worki, torby – magazyny, torby – przenośne miejsca pracy, połączone z kawałkiem biblioteki. Dłużej nie będę, bo ramię mnie od tego boli, a kręgosłup się krzywi. Nowe torebki są więc rozmiaru średniego, chociaż format A4 się w nie mieści, tak na wszelki wypadek.

A zatem – co jest absolutnie konieczne w wyposażeniu tego niezbędnika, bez którego życie kobiety byłoby o wiele bardziej uciążliwe?

– dokumenty – to oczywiste. W twardych okładeczkach.

Mama, kierowana mądrością kobiet ciężko doświadczonych w środkach komunikacji publicznej, kładła mi do głowy, żeby ważnych rzeczy nigdy, ale to nigdy nie nosić razem. Bo jeśli ukradną… Tak więc i ja rozdzielam. Jedna karta kredytowa tam, gdzie dowód, druga w portfeliku z pieniędzmi i kartami mniej ważnymi – do empiku, na przykład. No właśnie, jest przecież

– portfelik. A potem – klucze. Bez tego, ani rusz.

Dalej zaczynają się rzeczy może już niekonieczne, lecz potrzebne. Spośród nich na pierwszym miejscu stawiam

– małą kosmetyczkę. Naprawdę małą, z cienkiej skóry, kupioną kiedyś w Holandii. Mieści się w niej podstawowy zestaw przyborów: malutkie cążki, pilnik, nożyczki, pęseta, parę kosmetyków, kartonik ibupromu… A, i sznureczek małych pereł, oprawionych w srebrny drucik. Tak, na szyję.

Kobieta pracująca musi mieć przy sobie coś do pisania, czyli – pióro wieczne w etui. Druga część etui znakomicie nadaje się na – pendrive z materiałami potrzebnymi w pracy. Do pisania służy również – mały notatnik. Na szczęście, mam jeszcze zapas świetnych notatników kupowanych we Włoszech, tamtejszej firmy cartilia. Kołonotatniczki różnego formatu, z pięknie zaprojektowanymi okładkami w twardej, półprzezroczystej obwolucie. Niezniszczalne.

Pióro może zawieść, więc na wszelki wypadek w torebce znalazły się jeszcze – długopis + ołówek. Rozmiarów minimalnych,  drewniane z paroma elementami metalowymi, japońskie Muji. W śmiesznym mini-piórniczku z grubego, czarnego płótna, też Muji. Przy okazji trafił tam – drugi pendrive, z tekstami prywatnymi. Nie zawsze go zabieram, ale czasem muszę.

Do tego jeszcze – kalendarzyk. Mały! Podobnie jak notes, też w twardych, plastykowych okładkach. Okazuje się, że taki miniaturowy całkowicie wystarcza. Duży, solidny, formatu książkowego, z rozmaitymi zapiskami, trzymam w domu.

Teraz pora na trochę elektroniki, czyli:

– telefon. Czasem w torebce, częściej w kieszeni. Model z klapką, więc bez żadnych gadżetów chroniących klawiaturę.  Sam się chroni.

– odtwarzacz mp4 ze słuchawkami. Oczywiście, w etui. Trudno, taki mam gust, że czasami slucham.

Najwięcej miejsca w torebce zajmuje – spora, płaska kosmetyczka, z takich zapinanych na suwak. W niej można znaleźć

– grzebień. Za duży, żeby trafił do tej malutkiej.

– chusteczki higieniczne.

– scyzoryk. Bez komentarzy.

– małą zwijaną miarkę, długości 1m.

– kluczyki do samochodu. Nie prowadzę, ale przydają się, jeśli wyjeżdżamy z mężem.

– listy zakupów. Sama zrobiłam dla nich okładki – mini teczkę z plastiku. To wygodniejsze, niż upychanie rozmaitych karteluszków, gdzie się da.

Czasami w tej dużej kosmetyczce ląduje także – ładowarka do telefonu. Natomiast z głębin torebki wyciągnąć też można etui z

– zapasowymi okularami. Czasem się przydają.

No i to właściwie wszystko, z kompletu podstawowego. Czy mogłoby być tego mniej? Pewnie tak, ale dylematy, czy zrezygnować z ołówka do brwi, czy ze szminki, byłyby jednak nie na miejscu.

Generalnie, uwielbiam torebki z dużą ilością przegródek, kieszeni czy skrytek. Żadna nie pozostaje niewykorzystana. Takie pakowanie w kosmetyczki i etui ma jednak tę zaletę, że przepakowywanie się z jednej torebki do innej to kwestia paru chwil. Do tego, można zaoszczędzić sobie stresu, a w końcu to się we wszystkich tych łamigłówkach liczy najbardziej.

Aha, w tym niezbędniku jak najbardziej osobistym znalazł się również kawałek lawy z Etny.

Rubia

 

 

 

Reklamy