estetycznie, indywidualnie…

Posts tagged ‘porcelana’

Co na codzień, co od święta

Kiedyś było łatwiej. Istniał na przykład dość surowy kodeks ubraniowy: stroje domowe, wyjściowe, wizytowe, wieczorowe, na specjalne okazje – wiadomo było, w czym iść do cioci na imieniny, w czym na pogrzeb, a w czym do teatru. Może ten system był śmieszny i  stwarzał sztuczne potrzeby,  ale jednak dawał czytelne wskazówki, jak funkcjonować. Od kiedy w dżinsach można pójść do opery, a czarne spodnie plus jakaś zmieniająca się góra dadzą się wykorzystać w wielu sytuacjach, granice zaczęły się zacierać. Jeśli nie wymagają tego od nas w pracy (dress code obowiązuje przecież nadal, nie tylko w dyplomacji), najczęściej sami decydujemy o tym, jaki strój nam właśnie pasuje.

Podobnie w domu. Świąteczny serwis plus takież sztućce i obrus – to był mus absolutny. Święta, imieniny czy urodziny, wizyty gości dawno nie widzianych były okazją, żeby to wszystko wjechało na stół. Bo uroczystość, to uroczystość – ma być inaczej, niż na co dzień, i już.

Mam i ja taką porcelanę odświętną, kompletowaną zresztą przemyślnie w Niemczech, gdzie mieszkaliśmy parę lat. Wzór Indisch blau, czyli indyjski błękit, produkowany od lat już ponad osiemdziesięciu przez różne wytwórnie. Ma to swoje zalety: głównie tę,  że jeśli koty ściągną ze stołu obrus ze wszystkim, co właśnie  na nim ustawiłam, to zawsze w jakimś sklepie Indisch blau się znajdzie. Odpada dzięki temu kłopot z uzupełnianiem brakujących talerzyków czy filiżanek. Poza tym, ten wzór rysowany cienką kobaltową kreską po prostu mi się podoba. Wszystko było więc przemyślane, logiczne, funkcjonalne…

I jest takie nadal. Tyle, że z tego serwisu prawie nie korzystamy. Okazało się, że cienka kremowa porcelana, używana na co dzień, odpowiada nam również od święta. Pasuje do wszystkiego, na bambusowej podkładce wygląda równie dobrze, jak na adamaszkowym obrusie, a ponieważ nie ma żadnych zdobień, można ją także kupować na sztuki, nie dbając o wytwórnię. Dla miłośników no logo – klasyka.

Czyli jest tak, jak powinno być. Poza tym, że serwis Indisch blau zajmuje mi pół serwantki. Ale przy okazji zaczęłam się zastanawiać, jak to jest z tą odświętnością. Nie mam tu na myśli Bożego Narodzenia czy Wielkanocy albo nawet hucznego weseliska, bo te mają swoją własną tradycję. Jak to jednak jest z takimi uroczystościami bardziej indywidualnymi? Przyjmujemy gości, ale jak? Czy świętowanie wymaga jeszcze w ogóle jakiejś oprawy? Stroju innego, niż codzienny, odmiennego nakrycia stołu?

Rubia