estetycznie, indywidualnie…

Posts tagged ‘meble’

Długie życie rzeczy II, czyli co nam zostało z tych lat?

 Niedawno w prasie pojawiły się artykuły związane z wydaną właśnie książką dwojga autorów, którzy postanowili pół roku przeżyć w PRL-u. Wybrali się w taką częściową podróż w czasie, możliwą głównie dzięki przedmiotom, które przetrwały z tamtego okresu, gdyż sytuacji społecznej przecież odtworzyć się nie da.

Ja akurat pamiętam PRL całkiem nieźle, więc moje wspomnienia dosyć różnią się, i to nie tylko w szczegółach, od tej próby rekonstrukcji ówczesnego życia, ale nie w tym rzecz.

 W Anglii są miłośnicy przeszłości, którzy swoje domy albo i rezydencje urządzają tak, jakby żyli w czasach panowania królowej Wiktorii (zmarłej w roku 1901), czy też jej następcy, Edwarda VII. To jeszcze jedna forma rekonstrukcji historycznych; prywatna, bardzo indywidualna, a przy tym długotrwała. Takie stylizacje, które obejmują nie tylko wyposażenie i wystrój wnętrz, lecz nawet stroje, możliwe są przede wszystkim w krajach, gdzie zachowało się wiele materialnych pozostałości dawnych epok. Wszystkie bowiem przedmioty powinny być autentyczne, może poza ubraniami. Nie tylko dlatego, że tkaniny są nietrwałe, lecz przede wszystkim ze względu na rozmiary. Przerośliśmy naszych przodków, przynajmniej jeśli chodzi o wzrost i obwód bioder.

Generalnie, jest to hobby kosztowne, w którym zamiłowania kolekcjonerskie łączą się ze swoistą chęcią tworzenia sobie azylu jak najbardziej odmiennego i odległego od współczesności. (więcej…)

Reklamy

Długie życie rzeczy, czyli o kupowaniu używanych

 

Kiedy kończył się nasz pobyt w Niemczech, zastanawialiśmy się nad kupnem samochodu, gdyż stary już się rozsypywał. No i pojawiło się pytanie: nowy, czy używany? Któregoś dnia mąż po powrocie z pracy powiedział:
– Wiesz, zgadało się z szefem o samochodach. On jeździ siedemnastoletnim oplem. I nigdy w życiu nie kupił sobie nowego samochodu.
No tak, szef. Był profesorem i kierownikiem zakładu w dużym instytucie badawczym. Można powiedzieć, że na biednego nie trafiło. Do tego nie był jakimś patologicznym skąpcem. Żeglował, dużo podróżował, oboje z żoną chodzili do opery, na koncerty… A na nowy samochód żal mu było pieniędzy.
To właśnie w Niemczech stanęłam oko w oko z problemem kupowania rzeczy używanych. Wynajęliśmy mieszkanie nie umeblowane. Część mebli mąż pożyczył z instytutu (mieli tam wypożyczalnię dla osób, które przyjeżdżają na czas zbyt długi, by mieszkać w hotelach), część musieliśmy dokupić – tanio, bo nie zamierzaliśmy zabierać ich potem do Polski.
Właśnie wtedy zapoznałam się z wielkimi magazynami, gdzie sprzedawano meble, których pozbyli się poprzedni właściciele.

Czytaj więcej »