estetycznie, indywidualnie…

Posts tagged ‘kultura’

Ile kosztuje kultura?

Zainteresowały mnie wyliczenia autora pewnego artykułu  na blogu: tutaj. W komentarzach znalazło się – poza dość jadowitymi opiniami, że post dotyczy bynajmniej nie kultury, lecz rozrywki i to całkiem niewysokich lotów – także trochę ciekawych informacji i  uwag, jak zmniejszyć udział  wydatków na tę sferę życia we własnym budżecie. Bo nie da się ukryć, że książki, płyty i bilety kosztują, i to coraz więcej.

Zaczęłam się zastanawiać, jak to wygląda u mnie. Nie będę robiła tu dokładnych wyliczeń, gdyż jedne wydatki zdarzają się dwa-trzy razy w roku, inne – co tydzień. Właściwie dopiero roczne zestawienie kosztów miałoby większy sens, ale aż taka skrupulatna nie jestem. Wypisuję więc tylko pewne grupy, bez podawania konkretnych  sum.

Telewizji nie oglądam od lat, a mój mąż – dość rzadko . Telewizor jednak mamy, płacimy abonament za odbiornik i  abonament w Netii. Mamy również radio, ja słucham dwójki.

Prasa codzienna. Gazety kupujemy coraz rzadziej. Wiadomości dostarcza nam net, ciekawsze artykuły, analizy, komentarze w wydaniach papierowych trafiają się najczęściej w magazynach weekendowych. Wtedy, owszem, kupujemy. Dwie gazety, wydatek niewielki, wszystko razem około 10 zł tygodniowo.

Tygodniki. Tych byłoby sporo. Polityka i Forum, Newsweek, Wprost, Tygodnik Powszechny, czasem Przekrój, czasem Przegląd – zasadniczo jednak dwa pierwsze.  Kiedyś kupowałam nawet dla jednego ciekawego artykułu, teraz nie, gdyż potem w domu rosły sterty makulatury. Ale jednak kupujemy stale, przynajmniej dwa tytuły tygodniowo. Każdy tytuł to około 5  zł.

Miesięczniki/dwumiesięczniki/periodyki wychodzące nieregularnie.

Z kobiecych dość regularnie kupuję Zwierciadło. Kupowałam również Bluszcz, ale właśnie przestał wychodzić. Skończył się dla mnie etap Czterech kątów i Mojego pięknego ogrodu albo innych czasopism o urządzaniu domu i ogródka. Na to miejsce weszły Charaktery i Twoja muza. Czasem pojawiają się numery specjalne różnych czasopism, np. Niezbędnik inteligenta wydawany przez Politykę. Ceny? 10-18 zł.

Piekielnie droga jest prasa zagraniczna, kompletnie nie wiem, czemu. Tygodniki, które we Włoszech kupowałam po 1,50 euro, w Empiku kosztują kilkanaście złotych,  miesięczniki – tyle, co książka. Prasę niemiecką przywozi mi mąż ze swoich podróży służbowych; do Włoch, niestety, ostatnio rzadko jeździ.

Książki. Nie uwzględniam tu książek  (ani poprzednio – czasopism) potrzebnych mi do pracy, chociaż te są akurat drogie. Trudno, takie są koszty zawodu. Literatury pięknej kupuję raczej niewiele, więcej eseistyki, literatury faktu, czasem jakiś poradnik. Tak, wiem, są biblioteki, ale pewne ksiązki czytam fragmentami, wracam do nich po jakimś czasie, więc chcę mieć je w domu. Przeciętnie – 3-4 w miesiącu. Książka to na ogół 35-45 zł, ale np. wywiad-biografia Tomasza Stańki – już 56.

Płyty muzyczne i filmowe. Z tymi bywa różnie. Słucham muzyki raczej niszowej, w ciągu całego roku mogę trafić na góra kilkanaście płyt, które chciałabym mieć. Kupuję głównie przez Amazon.de, zamawiam razem z książkami. Ceny  zaczynają się około 11 euro, do 30 za trzypłytowy album z DVD. Nie mogę kupować w Amazonie pojedynczych utworów w formacie mp3, do ściągnięcia na komputer. Kupuję nie marudząc, niech moi faworyci sobie na mnie zarobią. Ale czasem z jakiejś płyty interesuje mnie jeden utwór i wtedy złości mnie ta opcja: albo cała płyta, albo nic.

Filmy raczej kupuję w Polsce. Również w zestawach, np. bardzo ciekawą serię o archeologii biblijnej albo cykl biografii wielkich wodzów (to dla męża). Zestaw zaczyna się od 100 zł. Przez Amazon zamawiam czasem seriale – w tym roku trzy, dwa włoskie i jeden austriacki. To nie są niekończące się tasiemce z tysiącami odcinków, do tego zwykle nie kupuję całości – kolejne serie stają się coraz słabsze, a ja nie jestem aż tak zażartą miłośniczką Don Matteo czy Commisario Montalbano, żeby gromadzić komplety. Więc znowu: od 14 euro (1 płyta, 14 odcinków) do 30 (zestaw trzech płyt).

Kino – prawie nie chodzę. Wolę obejrzeć w domu. Mąż – kinoman też ostatnio marudzi, że w bieżącym repertuarze nie ma nic ciekawego i bywa przeciętnie raz w miesiącu. Noc kin natomiast to stały punkt w życiu naszych synów, impreza towarzyska właściwie obowiązkowa. Ale od niedawna zaczęli organizować takie noce we własnym gronie: wypożyczają parę krążków i w piątek albo sobotę wieczorem spotykają się u kogoś, kto ma warunki, żeby pomieścić kilkuosobową grupę. Na nas też już parę razy padło. Nie wiem, czy to taka odpowiedź na kryzys, czy najprostszy sposób, żeby czas spędzać wspólnie, wygodnie i niedrogo.

Teatr – rzadko bywamy, więc nie jest to wydatek znaczący.

Koncerty. Podobnie jak z płytami: gdzie ich szukać, ach, gdzie? Może na festiwalu Skrzyżowanie Kultur? Może, jak przyjedzie Vollenweider? Bilety tanie nie są, lecz imprez niewiele. We wrześniu zapowiada się w Warszawie Lacrimosa. Sigur Ros też będzie, ale w Krakowie. To byłby wyjazd z noclegiem, ogólne koszty o wiele wyższe, niż sama cena biletów.

Czasem jednak na koncert wyjeżdżamy dość daleko. Jak w ubiegłym roku na Castlefest w Holandii, żeby obejrzeć Cantus buranus. No, takie wydatki zaliczyłabym jednak do turystyki. Kwalifikowanej.

Wystawy i inne imprezy. Ze względów zawodowych, zaproszenia na wernisaże, otwarcia itp. dostaję za darmo. Jeżeli gdzieś wyjeżdżamy, to oczywiście dochodzą koszty biletów.

Aha, dorzucę jeszcze Noc muzeów. To raczej okazja, żeby się wybrać w jakieś miejsce, które normalnie nie przyszłoby do głowy, albo nie jest dostępne na co dzień. Na przykład Filtry warszawskie czy też coś równie atrakcyjnego.  Udział w darmowej imprezie, lecz  raczej nie ze względów oszczędnościowych.

Tak to z grubsza wygląda. Trochę inaczej, niż u autora tego bloga, od którego zaczęłam. Na pewno mniej płyt, więcej książek i czasopism. Dlatego też u mnie nie pojawia się tak wyraźnie problem, który jego zajmuje: ściągać z sieci, narażając się na zarzut piractwa, czy korzystać z legalnych (czytaj: zatwierdzonych przez dystrybutorów) zasobów muzyki i filmów?  To jest zresztą odrębna, bardzo poważna kwestia do przedyskutowania; pewnie będzie zajmować opinię publiczną przez następnych kilka lat.

Czy koszty  udziału w kulturze dają się zmniejszyć w inny sposób, niż przez szukanie ofert w sieci, również na portalach oskarżanych o łamanie praw autorskich? Do pewnego stopnia tak, zwłaszcza jeśli chodzi o książki, gdyż istnieją tanie księgarnie, do których, przy naszym systemie dystrybucji, trafiają nawet stosunkowo nowe publikacje. Przy korzystaniu z bibliotek i wypożyczalni sprawa jest jeszcze prostsza, bowiem  można najpierw coś przeczytać albo obejrzeć, a dopiero potem zadecydować, czy warto powiększać domowy zbiór, czy  można sobie odpuścić. Najtrudniej jest jednak zminimalizować wydatki w sferze kultury żywej. Bilety wstępu na koncerty i spektakle mają ceny sztywne i dość wysokie (chyba, że ktoś kupuje cały karnet festiwalowy, lecz nie dotyczy to pojedynczych imprez). I w ten sposób dokonuje się odwrócenie postawy, która stanowi przecież jeden z filarów kultury: wspólne uczestniczenie w jakimś wydarzeniu, wyjście pomiędzy ludzi Teraz opłaca się (dosłownie!) kupić albo wypożyczyć płytę i  zamknąć z nią we własnych czterech ścianach, bez bezpośredniego kontaktu z artystami  i innymi uczestnikami spektaklu.

Chyba, że namiastką takiej wspólnoty są te weekendowe noce filmowe w prywatnych mieszkaniach.

Wydawanie na kulturę w kontekście minimalizmu może wydawać się całkowicie nieminimalistyczne, gdyż, po pierwsze, przybywa od tego rzeczy (książek, płyt), a po drugie – po co kupować, jeśli można coś znaleźć w sieci? W moim przypadku te argumenty niespecjalnie działają. Różne książki lubię mieć w zasięgu ręki – takie, o których wiem, że do nich wrócę, i to pewnie nie raz. Płyty kupuję często przez uznanie dla wykonawców. Dochody z płyt (nie mam tu na myśli gwiazd popu, sprzedających setki tysięcy czy miliony egzemplarzy) nie stanowią bardzo ważnej pozycji w ich budżetach; wiadomo, że zespoły zarabiają głównie koncertami. Ale, jeśli ta muzyka mi się podoba, jeśli jej chętnie słucham, to właściwie dlaczego miałabym uważać, że należy mi się ona za darmo?

Rubia