estetycznie, indywidualnie…

Posts tagged ‘estetyka’

O potrzebie odporności

Pałac w Knossos – około 1500 p.n.e.

Według psychologa Henry’ego Murraya, każdy człowiek ma potrzebę przyjemnych doznań  zmysłowych. Dotyczy to wszystkich zmysłów. Dlatego lubimy słuchać śpiewu ptaków albo muzyki, dbamy nie tylko o wartość odżywczą potraw, lecz również o ich smak i zapach, i chętnie zakładamy ubrania z tkanin miłych w dotyku. Zasada ta obejmuje również wrażenia wzrokowe. Już całkiem małe dzieci potrafią wybierać zabawki i przedmioty, które im się podobają. Potrzeba upiększania siebie oraz otoczenia towarzyszyła ludzkości właściwie „od zawsze” i w każdych warunkach – potwierdzają to zarówno paleolityczne malowidła na ścianach jaskiń w Pirenejach, jak i tatuaże na ciałach członków plemion w dżungli nad Amazonką.  Jest to również potrzeba zadziwiająco egalitarna, niezależna od miejsca jednostki w społeczeństwie i jej zasobów materialnych. Kwiat, który dziewczyna wpinała we włosy, mógł pochodzić z łąki, oranżerii albo z  pracowni jubilerskiej. Obrazy zawieszane na ścianach były cenione w chłopskich chatach tak samo, a może nawet i bardziej, jak w salonach arystokracji, zaś garncarz mógł poświęcać zdobieniu swoich glinianych talerzy i dzbanków nie mniej uwagi, niż projektant wykwintnej porcelany.

Pod tym względem, przez całe wieki czy nawet tysiąclecia, nic się nie zmieniło. Nowością natomiast, którą przyniósł wiek XX, stała się możliwość zaspokajania potrzeb estetycznych poprzez wyroby przemysłowe. Od kiedy przy fabrykach produkujących przedmioty dla masowego, a może również i elitarnego, lecz anonimowego odbiorcy zaczęły powstawać biura projektowe, w których całe ekipy zajmowały się nie tylko funkcjonalnością, ale także formą produktów, możliwości zaspokojenia własnych upodobań stały się zadziwiająco szerokie. Obecnie, poczynając od  odtwarzaczy mp3, poprzez komputery, sprzęt gospodarstwa domowego i wyposażenie mieszkań, aż po samochody i jachty, możemy wybierać przedmioty kierując się nie tylko ich użytecznością, lecz również wyglądem. Oferta wzornictwa przemysłowego  stała się najprostszą drogą do zaspokajania potrzeb i użytkowych, i estetycznych. Korzystamy z tego zazwyczaj bezrefleksyjnie, lecz z zapałem – wybierając, zestawiając, dopasowując, jednym słowem, formując na miarę własnych sił i środków naszą strefę prywatną. Wybieramy, gubimy się w nadmiarze, nie wiemy dokładnie, czego nam potrzeba, a wtedy oparciem staje się moda albo „trend”. Chcemy być modni albo trendy, i nie dotyczy to jedynie ciuchów i własnego wyglądu, lecz również tej części otoczenia, która od nas zależy. Przestajemy wierzyć własnym oczom, zdajemy się na opinie osób, które z niewiadomych powodów zajmują pozycję autorytetów. I przy okazji tracimy coś własnego, gdyż bycie trendy oznacza przyjmowanie tego, co inni nam podsuwają, według kryteriów, które nie są nasze.

W ten sposób bardzo słuszna przecież postawa, jaką jest chęć życia pośród przedmiotów, które nam się podobają, przeradza się w swoją karykaturę.  Małe dzieci, kiedy jeszcze nie mają pojęcia o cenach i prestiżowych markach, potrafią wybierać, kierując się rzeczywiście własnymi potrzebami i własnym gustem.  Szybko im to przechodzi, gdyż wpływ reklam i rówieśników robi swoje. Najważniejszą “wartością dodaną” staje się marka.  Mój syn, kiedy był całkiem mały, chciał mieć butki czerwone.  Potem – takie, jak Marcin, kolega z przedszkola. A potem miały to być buty Pumy (Nike, Adidasa, Reeboka, wszystko jedno, liczyło się coś, co akurat było na topie), fason i kolor znalazły się dopiero na kolejnych miejscach.  Chociaż akurat my z mężem wcale nie mamy rozbuchanych skłonności konsumpcjonistycznych i kult marek to ostatnie, o co można nas posądzać.  Ale to jest taka mentalna ospa wietrzna: zapada się na nią w dzieciństwie, bierze się nie wiadomo skąd, a zaraźliwa jest w stu procentach. Tyle, że trwa znacznie dłużej, niż wysypka na ciele.

Czy jest na to jakaś rada? Szczepionki, niestety, brak, sztucznie wywołanej odporności się nie wyhoduje. Ale jednak są pewne szanse: kiedyś z tego się wyrasta. Potrzeba wspólnoty, przynależności do grupy, która ma te same gadżety, najsilniejsza jest w wieku nastoletnim. Potem przychodzi potrzeba indywidualizacji. I to jest dobry moment, żeby wyrobić w sobie dystans wobec ofert, które poprzez media płyną do nas od strony producentów. Nie jest to łatwe, wiem, właściwie należałoby stracić wzrok i słuch, gdyż samo pozbycie się telewizora niczego jeszcze nie gwarantuje. Ale można się starać. Zasadniczo nie ma przecież nic złego w tym, że chcemy mieć wokół siebie przedmioty ładne, przyciągające uwagę, dające zadowolenie. Problem polega na tym, że bardzo często zaspokajają one potrzeby, których tak naprawdę nie mamy.

Rubia

 

 

 

Reklamy