estetycznie, indywidualnie…

 

Kiedy trzy dni temu zaczęłam pisać ten tekst, jesień była w pełni. W pokoju, gdzie zwykle piszę, od paru dni zrobiło się dziwnie jasno, gdyż jesiony, ocieniające tę część domu, straciły już wszystkie liście. Jeszcze pod płotem kwitły lila marcinki, kontrastując z żółtą koroną pigwy i różowymi liśćmi borówek amerykańskich, jeszcze parę róż pyszniło się czerwienią. Teraz to już przeszłość. Wszystkie barwy przykrył śnieg. Kiedy stopnieje, jedynym przyciągającym wzrok akcentem będą czerwone plamki rajskich jabłuszek, którymi jabłoń jest w tym roku obsypana. Sikorki i sójki kręcą się jednak żwawo, wydziobując jagody z dławisza i strącając śnieg z gałązek.

Wchodzimy w listopad, który zaczyna się świętem. Ważnym, chociaż wcale nie radosnym. Wszystkich Świętych, a po nim Dzień Zaduszny. Chrześcijańskie święto, które wchłonęło starsze obrzędy, czyli obchodzone pierwszego listopada słowiańskie i bałtyjskie Dziady, a na innych obszarach Europy – celtycki Samhain, święto zmarłych, ale również początek roku. Nawet u starożytnych Rzymian, którzy zmian pór roku doświadczali w sposób łagodniejszy, niż mieszkańcy Europy na północ od Alp, listopad poświęcony był Korze-Persefonie, porwanej przez władcę świata podziemi, Hadesa-Plutona.

Czas palenia ognia, który ma przeciwstawić się coraz dłużej trwającym mrokom nocy. Czas kontaktu ze zmarłymi przodkami. Ciekawe, że nie przypada na ten moment, kiedy dni rzeczywiście są najkrótsze, tuż przed przesileniem zimowym, lecz właśnie teraz, kiedy dnia długo jeszcze będzie ubywać. Jakby to był proces powolnego zapadania w sen, który skończy się dopiero wraz z  ponownym przybywaniem dnia.

Niedawno przeczytałam z pewnym zdziwieniem, że w stronach, skąd pochodzi moja rodzina – a są to okolice Warszawy, więc nie żadne krańce cywilizowanego świata – jeszcze w XX wieku etnografowie zarejestrowali doskonale zachowane obrzędy Dziadów, obchodzone drugiego listopada, przy rozpalonym ognisku, gdzie guślarz przywoływał dusze zmarłych, które zgromadzeni karmili chlebem albo kaszą z mlekiem i miodem. Obecnie do tradycji tej odwołują się rodzimowiercy, czyli grupy osób próbujących odtworzyć i przywrócić system słowiańskich wierzeń z czasów  przed wprowadzeniem w Polsce chrześcijaństwa.

A dzieciaki będą obchodzić Halloween, wbrew protestom, że to jakieś obce naszym tradycjom kopiowanie amerykańskich wzorów.

Forma, owszem, jest obca, ale treść – dawna i jak najbardziej zrozumiała. Oswajanie przemijania, śmierci, ciemności i wszystkiego, co się z nią wiąże; w taki sposób, jaki wydaje się najwłaściwszy dla czasów, w jakich żyjemy. Bo któż by przygotowywał dzisiaj kaszę i miód dla mieszkańców zaświatów?

Cóż można zrobić w tej przejściowej porze, kiedy przyroda zapada w sen, a z każdego kąta zaczyna wyglądać późnojesienna melancholia, nasuwająca skojarzenia i myśli bynajmniej nie pogodne?

Można przypomnieć sobie niedługi tekst, który sam stał się legendą: Desiderata. Poemat prozą amerykańskiego pisarza Maxa Ehrmanna, opublikowany w roku 1948, chociaż napisany jakieś dwadzieścia lat wcześniej. Przez nieporozumienie uznany za tekst znacznie starszy, bo z XVII wieku. Łatwo mogło dojść do takiej pomyłki, gdyż Desiderata przekazują refleksje i zalecenia, które wytrzymują próbę czasu. Kiedyś były bardzo znane, w niektórych środowiskach wręcz kultowe, ale i dziś warto o nich pamiętać.

Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy. O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie, bądź na dobrej stopie ze wszystkimi.
Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie i wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych; oni też mają swoją opowieść. Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha.
Porównując się z innymi, możesz stać się próżny lub zgorzkniały, zawsze bowiem znajdziesz gorszych i lepszych od siebie.
Niech twoje osiągnięcia, zarówno jak i plany, będą dla ciebie źródłem radości. Wykonuj swą pracę z sercem, jakkolwiek byłaby skromna; ją jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu.
Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa. Niech ci to jednak nie przesłoni prawdziwej cnoty. Wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu.

Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia, ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna, jak trawa.
Przyjmuj spokojnie, co ci lata doradzają, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu, lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Obok zdrowej dyscypliny, bądź dla siebie łagodny.

Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj. I czy to dla ciebie jest jasne czy nie, wszechświat bez wątpienia jest na dobrej drodze. Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek on ci się wydaje. Czymkolwiek się trudnisz i jakiekolwiek są twoje pragnienia, w zamęcie życia zachowaj spokój ze swą duszą.
Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat.
Bądź uważny. Staraj się być szczęśliwy.

No i jeszcze trochę muzyki. Ciekawe, że najstarszy w pełni zachowany, chociaż krótki, europejski utwór muzyczny, jaki z notacją przetrwał do naszych czasów, harmonizuje z przesłaniem Dezyderatów. To pieśń Seikilosa, czyli kompozycja odczytana ze steli nagrobnej na cmentarzu w Tralleis niedaleko Efezu, w prowincji Aydin, w starożytności na terenie Wielkiej Grecji, dziś natomiast – w Turcji. Grek Seikilos ufundował ten nagrobek najprawdopodobniej dla swojej żony. Kiedy? Dokładnie nie wiadomo, datowanie waha się między II wiekiem p.n.e. i I n.e., najczęściej jednak podawany jest I wiek p.n.e.

Stela Seikilosa. Kopenhaga, Nationalmuseet

Stela ma kształt niewysokiej kolumny, a wyryty na niej tekst jest krótki i – jak na napis nagrobny – zaskakująco pogodny. Jak to zwykle bywa w przypadku poezji, tłumaczenia są różne, podaję więc dwa:

Raduj się, człowieku, ciesz się życiem, życie dane jest nam na krótko, a czas zażąda jego zwrotu oraz

Jak długo żyjesz, niech świat cię widzi, nie popadaj nigdy w przygnębienie, życie jest krótkie, a czas zażąda swej należności.

Pieśń Seikilosa. Tekst grecki z antyczną notacją muzyczną i współczesną transkrypcją na pięciolinii.

Nie daję tu linków do żadnego z jej wykonań „rekonstrukcyjnych”, w których muzycy starają się możliwie najdokładniej odtworzyć pierwotne brzmienie melodii. Bez trudu można je znaleźć na You Tube. Wolę  wersję znacznie bardziej złożoną, rozbudowaną, z instrumentacją rozpisaną na wiele instrumentów, również takich, które nie były znane w starożytności.

Aranżacja i wykonanie – niemiecka grupa Corvus Corax. Jeden z najciekawszych zespołów zajmujących się przede wszystkim muzyką średniowieczną, w wydaniu dość swobodnym. Ich utwory odwołujące się do starożytności mają charakter luźnych wariacji, inspirowanych raczej fantazją, niż rzeczywistą muzyką antyczną, o której zresztą wiemy niesłychanie mało. Seikilos  w ujęciu Corvus Corax jest jednak wierny melodii oryginału. To tytułowy utwór z płyty wydanej w roku 2002. Jak na mój gust, brzmi bardzo dobrze.

Rubia

Reklamy

Comments on: "Jesiennie, melancholijnie, muzycznie" (3)

  1. „Raduj się, człowieku, ciesz się życiem, życie dane jest nam na krótko, a czas zażąda jego zwrotu”

    Bo jak mówił Proximo w filmie „Gladiator”: „Jesteśmy tylko prochem i cieniem”.

    Lubię mądrość starożytnych, bardziej do mnie przemawia niż amerykańscy guru samorozwoju. Epiktet, Epikur, Seneka i mój ulubiony Marek Aureliusz:

    „Długość życia ludzkiego – to punkcik, istota – płynna, spostrzeganie – niejasne, zespól całego ciała – to zgnilizna, dusza – wir, los – to zagadka, sława – rzecz niepewna.”

    „Śmierć jest tym samym co narodziny, misterium natury.”

    Miłego wieczoru. Pozdrawiam 🙂

    • rubia said:

      Max Ehrmann nie aspirował do tego, żeby być jakimkolwiek guru. Desiderata zostały napisane dla przyjaciół, a wydane drukiem dopiero po śmierci autora (zmarł w roku 1945). Stały się więc popularne bez jego udziału 🙂 A starożytni? Na pewno warto ich czytać, gdyż cywilizacje powstają i upadają, ale natura ludzka nie podlega jakimś gwałtownym przemianom, więc i poglądy sprzed 2000 i więcej lat bynajmniej się nie dezaktualizują.

      Pozdrawiam i życzę zdrowia 🙂

      • „Max Ehrmann nie aspirował do tego, żeby być jakimkolwiek guru. Desiderata zostały napisane dla przyjaciół, a wydane drukiem dopiero po śmierci autora (zmarł w roku 1945). Stały się więc popularne bez jego udziału :)”

        Upss:) Chyba mój komentarz wyszedł trochę niezręcznie. Akurat nie chodziło mi o autora Desideraty, którą znam od lat. Bardziej o różnych Joe Vitalów, Timów Robbinsów itd.

        Ja kiedyś zaczytywałem się lekturą samorozwojową, ale jako, że zajmuję się historią co i rusz trafiałem na jakieś ciekawe „cytaty” starożytne i powoli zacząłem dochodzić do wniosku, że cała filozofia szczęśliwego życia już była kiedyś opisana w starożytności i wiele z tego co istnieje dzisiaj to po prostu kopia kopii, co oczywiście nie znaczy, że nie warto czytać i współczesnych autorów.

        Kiedyś miałem taki ulubiony cytat:

        „Jest tylko jedna droga do szczęścia – przestać się martwić rzeczami, na które nie masz wpływu.”

        Kilkanaście lat temu wyczytałem, że to słowa słynnego prezydenta amerykańskiego Abrahama Lincolna. Cóż, może i jego, ale prawdopodobnie pożyczył je sobie od Epikteta (ostatnio na to wpadłem). Ot, taka ciekawostka historyczna 🙂

        Pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: