estetycznie, indywidualnie…

Zauważyłam, że wpis Z książką przed szafą był wyświetlany zdecydowanie częściej, niż inne, chociaż nie prowadzę przecież blogu o modzie. Pomyślałam więc, że warto dorzucić jakąś stronę czy półtorej o tych sprawach, które nie pojawiły się w poprzednim poście. Kolory to przecież temat może nie niewyczerpany, ale i ciekawy, i naprawdę bardzo obszerny…

W minimalistycznej garderobie, ograniczonej do niewielkiej liczby ubrań, ich wzajemne dopasowanie staje się sprawą naprawdę ważną.  Każdy nietrafiony zakup sprawia bowiem, że albo mamy kolejną rzecz zbędną, albo musimy do niej coś dokupić, tworząc w ten sposób łańcuszek powiększający nasz stan posiadania o coś, czego wcale nie planowałyśmy.

Wszystkie wiemy, że jednym z podstawowych zabiegów, umożliwiających zestawianie kilkunastu rzeczy w różnorodne całości, jest ich odpowiedni dobór kolorystyczny. Ale wokół kolorów narosło sporo obiegowych opinii, czasem negatywnych, czasem przyznających im zalety, których nie mają. Tym razem więc parę zdań o kilku stereotypach, często powtarzanych, a nie zawsze potwierdzających się wówczas, gdy  próbujemy skompletować sobie jakiś zestaw, który byłby funkcjonalny, a równocześnie nienudny.

Czarny pasuje do wszystkiego. Niezupełnie. Czerń jest kolorem intensywnym, głębokim i czystym (złamana inną barwą staje się „brudna”, tracąc wiele ze swoich walorów), dlatego też najlepiej komponuje się z kolorami równie intensywnymi i czystymi. Działa w tym przypadku zasada tworzenia harmonii przez zgodność elementów. Z tej racji tak dobrze wyglądają, chętnie stosowane przez projektantów, połączenia czerni z czerwienią, oranżem, żółcią czy kobaltowym błękitem. Takie zestawienia działają właściwie bez pudła, w rozmaitych proporcjach barw; zwłaszcza wówczas, gdy drugi kolor uzupełniony jest jakimiś czarnymi akcentami, typu lamówki przy żakiecie albo nadruk na bluzce. Tutaj problemem jest raczej dopasowanie takiego zestawu do własnego typu urody. Żywe, czyste kolory to paleta Zimy, a czasem również późnego Lata. Inne typy kolorystyczne, dla których bardziej odpowiednie są kolory delikatniejsze, złamane, mogą mieć problemy z noszeniem czerni, nawet jeśli nie będzie w ich garderobie barwą podstawową. Przekonanie, że do czarnego dołu pasuje KAŻDA góra, również ta oliwkowa czy ziemistoszara, utrwaliło się bowiem raczej na zasadzie stereotypu, niż rzeczywistego wyczucia jakości barw.

Poza tym, czerń wymaga materiałów wysokiej jakości. Sprany, a do tego wymięty czarny ciuch (zdarza się, kiedy nosimy bawełnę, nie tylko w postaci dzianiny, ale również np płótna),  wygląda po prostu staro i żałośnie.

Czarny wyszczupla. Niestety, nie. Wyszczuplają, a właściwie maskują nadmiar ciała, odpowiednie fasony, a nie kolory. Ten bardzo rozpowszechniony pogląd wziął się najprawdopodobniej stąd, że ciemne barwy, w tym również  czarna, mniej przyciągają uwagę. Niewątpliwie, dziewczyna w bajecznie kolorowej sukience bardziej rzuca się w oczy, niż jej koleżanka w czarnej, lecz to dotyczy zarówno rozmiaru 36, jak i 46. Ale: jeśli wszyscy wokół nas będą ubrani w jasne stroje, co łatwo może się zdarzyć latem, to wtedy właśnie czerń wyrwie nas optycznie z otoczenia i podkreśli gabaryty. Tak więc, nie ma co liczyć na magiczne działanie czerni. Generalnie, powiększają sylwetkę duże plamy jednolitego koloru, czyli proste sukienki do połowy łydek; kostiumy, w których spódnica i żakiet uszyte są z identycznego materiału, bez żadnych dodatków; garnitury z długą, prostą marynarką. Skoro materiału jest dużo, to – cudów nie ma – nie staniemy się od tego szczuplejsze. Jeżeli chcemy pomniejszyć się optycznie, skuteczniejsze będzie raczej rozbicie sylwetki na mniejsze plamy barwne, czyli odmienny kolor dołu i góry, zwłaszcza jeśli dół jest ciemniejszy, optycznie cięższy, góra zaś jaśniejsza, mniej intensywna, albo wzorzysta.

Biały pasuje do wszystkiego. Niezupełnie. Biały, zarówno w swojej wersji zimnej, czyli śnieżnobiałej, jak i ciepłej, czyli ecru, daje wiele możliwości połączeń, gdyż harmonizuje zarówno z barwami ciemnymi, głębokimi, jak i delikatnymi, bladymi, rozbielonymi właśnie. Do tego stwarza przyjemne wrażenie świeżości. Stąd taka kariera białej koszuli i białej bluzki, która od dziesięcioleci nie znika z zasobu strojów podstawowych. Ale: uwaga na letnie spódnice w kwieciste wzory! Ich połączenie z biała bluzką może dawać efekt folkowy, nie zawsze zamierzony. Ryzykowne jest też zestawianie białej bluzki z wielobarwną spódnicą, w której biel nie pojawia się w ogóle, nawet jako drobny akcent. Wówczas lepiej jednak sprawdza się zasada, że kolor góry powinien powtarzać się we wzorach dołu. Ryzykiem nie są natomiast obarczone wzory graficzne, jednobarwne, czyli płaskie plamy koloru – czarnego, czerwonego, niebieskiego, turkusowego – na białym tle. Świetnie sprawdzają się zarówno w spodniach czy spódnicach, jak żakietach albo bluzkach, łączone z bielą albo  tym drugim kolorem.

Szarość jest smutna i nudna. Nieprawda. Taka staje się tylko w kompletach (garniturach, kostiumach) o prostym kroju i takim samym wykonaniu, pozbawionym wszelkiej finezji. Szary może być traktowany w garderobie jako kolor podstawowy, gdyż daje wiele możliwości połączeń. Sam ma wiele odcieni, są wśród nich również subtelne i delikatne. Ciemna, grafitowa szarość znakomicie sprawdza się jako kolor osób, które niedobrze wyglądają w czerni. Mała czarna zupełnie spokojnie może być małą ciemnoszarą.  Ale: właśnie ze względu na dużą różnorodność szarości trzeba ją starannie dopasowywać do innych barw. Odcienie chłodne, lekko podbarwione błękitem, nie będą dobrze komponowały się z rzeczami w kolorach ciepłych. Grafit jednak świetnie wygląda w połączeniach z kremowym, ciepłym żółtym i oranżem. Dla jaśniejszych, zimnych szarości doskonałym towarzystwem jest na przykład chłodny róż.

Beże pasują do brązów. Tak, ale nie tylko. Jasne beże typu herbata z mlekiem znakomicie komponują się z czernią i ciemną szarością, zaś odcienie trochę chłodniejsze – z granatem. To jest zestawienie, które działa bez pudła, jeśli tylko dopasowane jest do kolorytu twarzy. W sezonach, kiedy modne jest łączenie dwóch kolorów w jednej rzeczy (klapy, kołnierze, mankiety, lamówki), należy kupować i nosić, gdyż beż łagodzi i ożywia ciemny, poważny kolor podstawowy. Beż jest kolorem, który daje możliwość najrozmaitszych połączeń, harmonizując zarówno z kolorami delikatnymi, jak i intensywnymi. Równocześnie sprawia problemy, gdyż może zlewać się z karnacją. Dlatego beżowa góra wymaga uważnego przestudiowania przed lustrem i ewentualnego uzupełnienia jakimś wyrazistym akcentem. 

I jeszcze parę uwag ogólnych.

Dwa odcienie tego samego koloru często „gryzą się” ze sobą. Właśnie dlatego, że wśród odcieni mamy ciepłe i zimne, czyste i złamane, delikatne i intensywne. Wcale niełatwo jest zestawić na przykład dwie czerwienie, natomiast niebieski jest pod tym względem mniej ryzykowny. Tak więc w tworzeniu zestawów monochromatycznych polecana jest ostrożność.

Odbiór kolorów to sprawa bardzo indywidualna, lecz istnieją jednak pewne skojarzenia, na trwałe z nimi związane. Czasem irracjonalne, trudne do wytłumaczenia. Dlaczego na przykład jasny niebieski i różowy stały się w kulturze Zachodu barwami przeznaczonymi dla małych dzieci? Przecież poza nimi jest choćby  kremowy, lila, seledyn, karmelowy beż – wszystkie znakomicie pasują do delikatnej, dziecinnej karnacji. A jednak dominują te dwa, a zwłaszcza róż, który jest wręcz obowiązkowy dla dziewczynki, co widać choćby w najrozmaitszych gadżetach. Tutaj decydującą rolę odgrywają właśnie skojarzenia: jasny błękit to kolor pogodnego nieba, czysty i łagodny, a róż – no cóż, różowy lukier, sama słodycz. Z kolei ciemne barwy, zwłaszcza szarość, wyróżniają ludzi poważnych, na stanowiskach. Na jaskrawe natomiast, zwłaszcza w dodatkach, pozwolić mogą sobie artyści wszelkiej maści. Barwne życie = barwny strój. Czerwień zaś to kolor bardzo seksowny i agresywny. To są skojarzenia funkcjonujące właściwie poza modą, niezależnie od tego, co się nosi w danym sezonie. Warto je uwzględniać przy kompletowaniu własnej garderoby, zwłaszcza wówczas, kiedy dress code nie narzuca sztywnych reguł. Bo potem może okazać się, że czerwona bluzka z dużym dekoltem została uznana przez współpracowników za cokolwiek prowokacyjną, chociaż jej właścicielce nie w głowie były prowokacje (fason też ma swoje znaczenie, owszem, lecz jednak wydekoltowana czerwień to zupełnie inna jakość, niż na przykład wydekoltowany granat).

Istnieją chyba również kolory, a właściwie ich zestawienia, które się podobają prawie wszystkim. Nazwałam je „cukierniczymi” (nie mylić z cukierkowymi, bo to trochę co innego). Kremowy, waniliowy, beż w odcieniu mlecznej kawy, karmel;  delikatny brąz  kakaowy albo cynamonowy, brzoskwinia…  To naprawdę nie są moje kolory, a ile razy tak się ubierałam, zawsze słyszałam, że świetnie wyglądam. Guzik prawda. To nie ja wyglądałam, to w ludziach takie zestawienia (zwłaszcza z odrobiną ciemnej, wiśniowej czerwieni) budzą jakieś pozytywne skojarzenia: ze słodyczami, deserami, ciastkami, może tortem…  Tutaj akurat można się nie przejmować, tylko nosić. Zwłaszcza jeśli ciemne kolory z tego repertuaru – brąz, wiśnia – będą użyte w dawce minimalnej, czyli jako dodatki. Zimą, kiedy dni są szarobure i zimne, taka porcja wizualnej słodyczy naprawdę dobrze działa. W kremowej bieli i ciepłym karmelowym beżu jesteśmy apetyczne, i już.

A poza tym, czasem przypomina mi się rada, którą przeczytałam w pewnym amerykańskim poradniku, kiedy byłam jeszcze bardzo młoda i o wiele bardziej przejmowałam się ciuchami, niż dziś: Ubieraj się na biało, a jeszcze lepiej – na kremowo. Będziesz uchodziła za kobietę luksusową!

Warto wypróbować. Zwłaszcza w lutym, na ruchliwej ulicy w środku miasta…

Reklamy

Comments on: "O kolorach raz jeszcze" (4)

  1. Bardzo ciekawy post, niby część tego się wie, ale fajnie jest to przeczytać zapodane w tak przyjemnej formie.
    Często na blogach modowych obserwuję przeciwne zjawisko, raczej efekt nadmiaru rzeczy w szafie – łączenie różnych wzorów albo kilku jaskrawych kolorów w jednym zestawie – bluzka w panterkę, trampki neonowe pomarańczowe, spodnie zielone w groszki, paznokcie żółte. I pod spodem komentarze zachwycone o „nieoczywistym, oryginalnym połączeniu”. A dla mnie w większości takie połączenia wyglądają na całkowicie przypadkowe… oryginalne – nie bardzo. A już zestawianie ze sobą różnych wzorów – góra kratka, dołem kwiatki – nawet w profesjonalnych sesjach rzadko mi sie podoba. No nie i już.
    Są osoby, którym takie mieszanie wychodzi na ogół bardzo dobrze, ale to są wyjątki i zazwyczaj ich eklektyczny styl odzwierciedla barwną osobowość. W pozostałych przypadkach wygląda to na silenie się na oryginalność. Dlatego dobrze, że powstają takie posty jak ten. Warto wiedzieć, co do czego pasuje i że nie wzięło się to znikąd.
    Ja nie mam nic przeciwko mocnym intensywnym kolorom, mam taki typ urody, że mogę z nimi poszaleć, ale staram się, żeby one ze sobą współgrały (może nie zawsze mi wychodzi). Jestem bardzo wrażliwa na piękno kolorów i zdarza mi się, że impulsywnie kupuje jakąś barwna szmatkę, bo mnie zauroczyła – a potem muszę coś dokupić, żeby pasowało 😉 właśnie tak, jak piszesz. Na szczęście kupuje w sh, więc i dla portfela lepiej, i footprint nie taki duży.
    Szary z innymi kolorami – tak, bardzo. I z brązowymi skórzanymi dodatkami tez wygląda super.
    Pozdrawiam, będę zaglądać częściej.

    • rubia said:

      Bardzo się cieszę, że wpadłaś do mnie 🙂 Ja na tym blogu piszę o modzie z pozycji minimalistycznych, więc tak się zastanawiam, jak sobie radzić, żeby przy minimum środków (niekoniecznie finansowych, jest też przecież estetyka minimalistyczna) osiągnąć maksymalny efekt 😀 Masz rację, że takie zestawienia wszystkiego ze wszystkim, a już zwłaszcza kombinacje wielu wzorów, rzadko przynoszą dobre skutki. Są ludzie, którzy mają naturalne, wrodzone wyczucie formy i im to wychodzi, ale – cóż, nie każda szafiarka ma zadatki na Vivienne Westwood. To rzeczywiście jest związane z osobowością. A poza tym, szkoda, że w szkołach, i to nie tylko w Polsce, marnuje się zajęcia z wychowania plastycznego na robienie jakichś dziwnych rzeczy, zamiast uczyć podstaw estetyki w takim wymiarze praktycznym, codziennym: jak zestawiać ciuchy, jak urządzić własny kąt… Może wtedy oryginalność rzadziej byłaby mylona z chaosem.
      Też zdarza mi się kupić ciuch tylko ze względu na kolory – na szczęście, zazwyczaj latem, a w takiej urlopowo-wyjazdowej garderobie to nie problem, choćbym czasem miała wyglądać, jakbym uciekła z cygańskiego taboru.
      Pozdrawiam, i zaglądaj!

  2. O kolorach mogę godzinami… ale już późno strasznie (a jeszcze robota, robota!). Króciutko tylko – uwielbiam szary kolor – ciemny, jasny, melanżowy, każdy – oraz wszelkie czerwone dodatki. Ostatnio wrócił u mnie do łask granat (kiedyś kojarzył mi się zbyt grzecznie). Co do szarości – masz rację, można zdziałać cuda samym niebanalnym fasonem, a zestawić ją można prawie z każdym barwnym dodatkiem. Pozdrawiam!

    • rubia said:

      O, jak miło, że też jesteś zwolenniczką szarości. 🙂 A ja właśnie do niej przeszłam od granatu, który nosiłam chyba trochę zbyt długo, aż mi się opatrzył. Do szarości również dodaję czerwień, taką ciemniejszą – malinową, burgund… Zimą zwłaszcza, gdyż czerwień ożywia i dodaje energii.
      Pozdrowienia! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: