estetycznie, indywidualnie…

 Niedawno w prasie pojawiły się artykuły związane z wydaną właśnie książką dwojga autorów, którzy postanowili pół roku przeżyć w PRL-u. Wybrali się w taką częściową podróż w czasie, możliwą głównie dzięki przedmiotom, które przetrwały z tamtego okresu, gdyż sytuacji społecznej przecież odtworzyć się nie da.

Ja akurat pamiętam PRL całkiem nieźle, więc moje wspomnienia dosyć różnią się, i to nie tylko w szczegółach, od tej próby rekonstrukcji ówczesnego życia, ale nie w tym rzecz.

 W Anglii są miłośnicy przeszłości, którzy swoje domy albo i rezydencje urządzają tak, jakby żyli w czasach panowania królowej Wiktorii (zmarłej w roku 1901), czy też jej następcy, Edwarda VII. To jeszcze jedna forma rekonstrukcji historycznych; prywatna, bardzo indywidualna, a przy tym długotrwała. Takie stylizacje, które obejmują nie tylko wyposażenie i wystrój wnętrz, lecz nawet stroje, możliwe są przede wszystkim w krajach, gdzie zachowało się wiele materialnych pozostałości dawnych epok. Wszystkie bowiem przedmioty powinny być autentyczne, może poza ubraniami. Nie tylko dlatego, że tkaniny są nietrwałe, lecz przede wszystkim ze względu na rozmiary. Przerośliśmy naszych przodków, przynajmniej jeśli chodzi o wzrost i obwód bioder.

Generalnie, jest to hobby kosztowne, w którym zamiłowania kolekcjonerskie łączą się ze swoistą chęcią tworzenia sobie azylu jak najbardziej odmiennego i odległego od współczesności.

Znacznie bardziej powszechna, bo też zdecydowanie tańsza, jest moda na urządzanie mieszkań, gdzie wykorzystuje się meble i urządzenia z okresu po II wojnie światowej. Lata 50-te, 60-te, 70-te – tutaj można mierzyć czas kolejnymi dekadami. Biorą w tym udział nie tylko zdecydowani miłośnicy przeszłości, lecz również ludzie bardzo młodzi, dla których sięgnięcie po rzeczy używane przez dziadków, niekoniecznie zresztą rodzonych, stało się jakąś formą podkreślenia własnej odrębności i indywidualności.

W Polsce możliwości tworzenia takich wnętrz „z epoki” są dość ograniczone, ze względu na duże straty materialne, jakich nie oszczędzała nam historia. Właściwie dopiero PRL pozostawił po sobie rzeczy, które przeminęły zgodnie z naturalnym upływem czasu, gdyż po prostu zużyły się albo przestały być modne.

I tak się właśnie zastanowiłam: co z tego wszystkiego, czym urządzali swoje mieszkania nasi rodzice i dziadkowie, mogłoby z powodzeniem służyć również i nam? Albo jako przedmioty, albo jako wzory, które ciągle jeszcze nie wyszły z użycia? Są przecież fabryki, które szczycą się tym, że ten sam typ fotela czy lampy produkują bez przerwy od pięćdziesięciu, sześćdziesięciu czy więcej lat. PRL nie był krainą obfitości, ale też nie musieliśmy sypiać na słomie, przykrywając się derkami z czasów cara Aleksandra. Ubiegłoroczna wystawa Polski design z PRL-u. Lata 50. i 60. w warszawskim Muzeum Narodowym pokazywała przecież przedmioty nie muzealne z definicji, lecz właśnie służące jako wyposażenie wnętrz  zarówno prywatnych, jak i tych należących do sfery publicznej. Tutaj więc znowu moja własna lista wyrobów, które, jak sądzę, przetrwały próbę czasu.

Meble sosnowe. Meble z drewna drzewa tak pospolitego, jak sosna, nie uszlachetnione fornirem, przez całe stulecia uchodziły za plebejskie, dobre dla biedaków. W ostateczności mogły znaleźć się w kuchni. W PRL-u nastąpił ich gwałtowny awans. Trafiły może nie tyle na salony, ile do pokojów dziennych, dziecinnych, młodzieżowych, do sypialń – czyli praktycznie wszędzie. W odróżnieniu od najpospolitszych kompletów z płyty paździerzowej w okleinie imitującej fornir były solidne i trwałe. Czy ładne? To już zależało od projektanta i producenta, lecz wiele wzorów prezentowało się bardzo dobrze. Nawet po upływie wielu lat są to ciągle meble wartościowe. Sosna dość szybko ciemnieje, nabierając rudego odcienia, a sęki stają się niemal czarne – jeśli komuś to nie odpowiada, może ją zabejcować na biało (najciemniejsze słoje i sęki jednak będą wówczas szarawe), albo na jakiś ciemniejszy kolor. Albo po prostu pomalować – wtedy możliwości kolorystyczne stają się nieograniczone.

Zastanawiałam się nad meblościanką Kowalskiego. Jako pomysł i projekt było to rozwiązanie bardzo udane, gorzej z wykonaniem. Tandetne i nietrwałe materiały sprawiły, że większość tych autentycznych peerelowskich kompletów nie nadaje się do użytku, gdyż ząb czasu za bardzo je nadgryzł. Meblościanka przetrwała natomiast jako idea. Niestety, większość obecnie oferowanych zestawów regałów i szafek pod względem wzornictwa nie umywa się do pierwowzorów, a szkoda.

Wyroby z wikliny. Znowu przykład udanego awansu i wyjścia poza dziedzinę podstawową, czyli koszykarstwo. Wiklinowe fotele i stoliki znakomicie pasują do ogródków, domów wiejskich i wnętrz rustykalnych, a rozmaite kufry, kosze i wszelkiej maści pojemniki sprawdzają się właściwie wszędzie – od piwnicy po strych, nie omijając kuchni i łazienki. Meble wiklinowe nie są specjalnie trwałe, ale dobrze spełniają swoją rolę nie tylko w domach letnich, lecz również jako wyposażenie tymczasowe wynajmowanych mieszkań. W ostatnich latach pojawiło się wprawdzie wiele wyrobów z ratanu, które zdawały się wypierać te wiklinowe, lecz na razie zmierzchu rodzimej wikliny nie widać. I bardzo dobrze.

Tkaniny dekoracyjne i użytkowe. Tutaj pozostaje powiedzieć z żalem: to se ne vrati. Od czasu upadku polskiego przemysłu lniarskiego można jedynie powspominać różnorodność pościeli, obrusów i zasłon z lnu, zarówno w wersji żakardowej, jak i we wzory drukowane. Na szczęście, nie wszystko jednak przepadło, można czasem znaleźć w sklepach wyroby zakładów w Żyrardowie i Kamiennej Górze. Szkoda, że tak niewiele. W czasach, kiedy na zachodzie Europy powstają eksperymentalne (!) plantacje lnu, nasza rodzima produkcja, korzeniami sięgająca chyba czasów Piasta kołodzieja, przeżywa regres. A przecież len jest i eko, i trendy.

Podobnie zresztą rzecz się ma z bawełną. Moja babcia, a potem mama, były miłośniczkami białych, adamaszkowych obrusów i takich samych serwetek, delikatnie mereżkowanych. Używane od święta, przetrwały już parę dziesięcioleci. Strach je kłaść na stół, najlepiej, żeby goście je podziwiali, a nie na nich jedli. Ale efekt dekoracyjny murowany, nawet za cenę późniejszego obfitego wykorzystywania odplamiacza. Dobrej jakości bawełna, podobnie jak len, jest jednak, na szczęście, bardzo odporna.

Zastawa stołowa i naczynia ceramiczne. Tutaj o przemijaniu decyduje głównie moda (kto dziś kolekcjonuje fajanse z Włocławka, niegdyś mus absolutny na ścianach i stołach większości mieszkań w PRL-u?), lecz pewne wzory, opracowane przed 30-40 laty, z powodzeniem przeszły próbę czasu. Dla mnie na pierwszym miejscu lokuje się porcelana z fabryki Karolina w Jaworzynie Śląskiej, zwłaszcza seria z czarną cienką kreską na krawędzi: proste, ponadczasowe formy, duży wybór, możliwość kupowania na sztuki. Coś się wyszczerbiło czy stłukło? Nie ma problemu, można dokupić. A przy tym znakomicie komponuje się z innymi naczyniami i dobrze wygląda na każdym obrusie czy nawet na zwykłej podkładce.

Szukając ostatnio czegoś na Allegro zauważyłam, że sporo jest naczyń kamionkowych, i to całkiem ładnych, z matową polewą w barwach piasku albo ciemnej czekolady. Niegdyś taką kamionkę produkowały zakłady w Tułowicach i Bolesławcu; nie wiem, jak jest dzisiaj, lecz bardzo mnie cieszy, że ta wersja ceramiki ocalała. Dobry przykład równowagi między tradycyjną technologią i nowoczesną formą.

No i wreszcie zabawki. Z sentymentem wspominam drewniane, „prawdziwe” meble dla lalek (część z nich zrobił mi dziadek, ale inne były jednak kupowane w sklepach) oraz porcelanowe serwisy o rozmiarach dla krasnoludków.  Nie mam pojęcia, dlaczego córeczka podróżników w czasy PRL-u musiała bawić się pokrywkami. Naprawdę byłoby świetnie, gdyby obecnie dzieci miały tak ładne, starannie wykonane, a przy tym trwałe zabawki. Z czasów bardzo wczesnego dzieciństwa zapamiętałam drewnianego motyla na kółkach. Miał piękne, czerwone skrzydła w wielobarwne pawie oka. Skrzydła, połączone z kółkami sztywnym drutem, podnosiły się i opadały, kiedy popychałam go przed sobą. Poszperałam w Internecie i okazało się, że teraz też taką zabawkę można kupić, wprawdzie nie tak ładną (a może tylko koloryzuję wspomnienia?), lecz całkiem sympatyczną. Przetrwały też drewniane piramidki w formie barwnych krążków nawlekanych na patyk, oraz zestawy dużych. drewnianych, wielokolorowych klocków o różnych kształtach, dopasowanych do siebie na zasadzie modułowej. Takimi klockami bawiłam się ja, bawili się moi synowie, choć nie są bynajmniej dziećmi PRL-u, i bardzo dobrze, że obecnie maluchy też mają tę szansę. Nie mam nic przeciwko klockom Lego (sama miałam ich polską wersję i budowanie sprawiało mi wielką frajdę), ale te drewniane są i bezpieczne – połknąć je trudno, zniszczyć jeszcze trudniej – i ładne, a przy tym dają możliwość swobodnego rozwijania wyobraźni.

 No cóż, ten krótki przegląd skłania mnie do wniosku, że w PRL nie było wcale tak siermiężnie. Braki miały charakter ilościowy, to na pewno, a słynne kłopoty z zaopatrzeniem nie są wymysłem. Ale, jeżeli chodzi o poziom wzornictwa, a nawet jakość rozmaitych przedmiotów, to naprawdę całkiem duża ich grupa daje się zupełnie spokojnie wykorzystać  również we współczesnych mieszkaniach. Dorzuciłabym jeszcze szkło artystyczne i użytkowe (Krosno – szkło z bąblem powietrza w grubym dnie!), wełniane, dwubarwne narzuty w geometryczne wzory, jakie czasem można było kupić w Cepelii… Można się urządzać.

A tutaj jeszcze jeden link: design PRL-u. Pewne tematy po prostu wiszą w powietrzu.

Rubia

Reklamy

Comments on: "Długie życie rzeczy II, czyli co nam zostało z tych lat?" (4)

  1. Ciekawy wpis. Masz bardzo dużą wiedzę na ten temat. Ja pamiętam segment Zacisze, taka meblościanka na całą ścianę, ławę z korbką do podnoszenia i oczywiście rozkładaną, takie śmieszne fotele z drewnianymi rączkami i narzutami w jakieś ludowe pasiaki, wiklinowy kosz na bieliznę (bardzo niezły), kanapę narożnikową (brr). Całkiem ciekawe serwisy – jeden do kawy, drugi do herbaty. Takiego, jak ten do kawy nie widziałam już nigdzie potem. A, i jeszcze miałam półkotapczan (co się łóżko na dzień chowało, a pod spodem były rozkładane stoły, no i półka na górze). Niby niezbyt ładne, ale w małym pokoju całkiem funkcjonalne. A najlepsze zabawki babcia przywoziła mi ze Związku Radzieckiego – serwisy dla lalek, lalki wielkości dziecka, mechaniczne zabawki (pingwin na prąd, który jeździł, machał skrzydłami i świeciły mu się oczy). Się rozmarzyłam.

    • rubia said:

      Dzieliłam pokój z siostrą, więc dla oszczędności miejsca też miałam półkotapczan 🙂 Na półkach trzymałam książki, sporo się tam mieściło. Te kombinacje z meblami zabudowującymi ścianę wysoko, prawie pod sufit, wcale nie były głupie i w małych pomieszczeniach trudno wymyślić rozwiązanie bardziej funkcjonalne.
      A taką wielką radziecką lalkę mam do dziś, schowaną na strychu. Nie miałam siły, żeby ją wyrzucić, ani motywacji, żeby podarować jakiemuś dziecku. Uczyłam się szyć i robić na drutach ubierając swoje lalki, więc się do nich przywiązałam. O, rety. Jaka ja byłam gospodarna, jako dziecko. Chyba przez te zabawki „jak prawdziwe”. 😀

  2. dorapa said:

    W moim domu najpiękniejsze kieliszki pochodzą z lat 60-tych. Z całego kompletu zostały tylko cztery do wina i dwa do likierów. Są naprawdę piękne. Delikatne, cieniutkie szkło, lekkość kształtu… Goście są nimi zachwyceni.

    • rubia said:

      Z takich rzeczy, które pochodzą właśnie z lat 60-tych, niedawno odkryłam, w mieszkaniu po moich rodzicach, zapomniane, a piękne talerzyki do ciasta z czarnej porcelany, z delikatnym wzorem kilku listków narysowanych złotą kreską. Delikatniejsze, niż czarny fajans pozbawiony wszelkich ozdób, a równocześnie nie tak banalne, jak biała porcelana obficie złocona. To naprawdę były dobre czasy dla wzornictwa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: